czwartek, 14 stycznia 2016

26

- Gdzie to postawić? -  pyta Lambert wskazując dłonią sporych rozmiarów walizkę. Brian bez słowa wyjmuje mu bagaż z dłoni i idzie zanieść go do starego pokoju chłopaka. Przyjechał do nas, nareszcie! Przyglądam się jak Adam dokładnie otrzepuje buty ze śniegu, po czym zdejmuje czarny, skórzany płaszcz. Czubek nosa ma całkiem czerwony, pewnie od mrozu panującego na zewnątrz. 

- Dawno się nie widzieliśmy. - obejmuje mnie. To prawda. Mimowolnie spoglądam na kalendarz, wiszący na ścianie koło drzwi wejściowych. Teraz jest luty, 15. Zaciskam palce na jego plecach.

- Tęskniliśmy za Tobą. - mierzę go wzrokiem. Na AMA wyglądał inaczej... Teraz jego włosy delikatnie opadają na czoło Lamberta, a nie sterczą we wszystkie kierunki świata. Tak, tamta fryzura była zdecydowanie nieporozumieniem. Ubranie też w miarę normalne, w dobrym słowa tego znaczeniu. Po prostu nie przypomina jeżozwierza porażonego przez prąd. Ta drobna różnica sprawia, że zamiast poprzebieranej lali widzę przed sobą fajnego chłopaka. - Tylko spodziewałam się, że wdziejesz się w coś ciekawszego, rozumiesz? - dodaję, żeby mu dopiec. - Liczyłam na jakieś rajstopy obszyte cekinami. Alex obstawiała, że pojawisz się w koronkowym staniku, ale Breckin natychmiast się poderwał. Wiesz, on to nie lubi, gdy ktoś kopiuje jego styl. Ale jak bardzo Ci zależy, to mogę go spytać, czy pożyczyłby Ci może jakiś biustonosz. 

- Co? - Czarnowłosy patrzy na mnie zdezorientowany, lecz zaraz wybuch śmiechem. Nasze poczucie humoru jest niezmienne. Od kilku lat jesteśmy chyba pod tym względem tak samo dziecinni.

- Jest taka mała sprawa... - zaczynam. - A właściwie to dwie. Wolisz usłyszeć najpierw tę gorszą, czy lepszą? 

- Dawaj gorszą. Chcę to mieć już za sobą. Bierzesz ślub z tym transgenderowcem, tak?! - wydaje z siebie sztuczny jęk rozpaczy. 

-Załamujesz mnie. - odpowiadam ze śmiechem. - Ale do tej sprawy wrócimy kiedy indziej. Przyjechałeś na miesiąc, więc trochę czasu mamy. Zła wiadomość jest taka, że May'owi bardzo nie spodobał się Twój występ na... na tej gali i... - urywam. - Będziesz zmuszony z nim o tym pogadać. A pamiętasz chyba jakie są rozmowy z Bri, nie?

- Chryste, czy on nie może mi tego odpuścić?! - chowa twarz w dłoniach. - Za jakiś czas wszyscy zapomną.

- Wcale nie. Wspomnienie o tym, że całowałeś się z chłopakiem pozostanie. - mruczę. - Jemu chodzi głównie o to, że fani Queen będą zniesmaczeni. On i tak obawia się o to, że mogę Ciebie nie zaakceptować, a teraz będzie jeszcze trudniej.

- To była jedyna droga, żeby uratować ten występ. Zresztą go oglądałaś, gadaliśmy przez telefon. Nie wiem, co jeszcze mam powiedzieć. To była jedyna rzecz...

- Tak, ja wiem. - przerywam mu. W pokoju robi się cicho. Adam przygryza wargę i wpatruje się w przestrzeń za moimi plecami. Szkoda mi go, ale cóż mogę zrobić? - Chcesz może usłyszeć tą weselszą nowinę? - wolno kiwa głową. - W takim razie musisz poczekać.

Szybko idę do swojego pokoju i zgarniam z drewnianego biurka gazetę sprzed kilku tygodni. Uważnie przyglądam się zaznaczonej przeze mnie stronie. Zdjęcie naukowca trzymającego w dłoni próbówkę z jakąś tajemniczą miksturą nie zmieniło się. Wydaje mi się jednak, że jest on co raz bliżej mnie, że jego wzrok mnie przenika. Wracam do Adama i podtykam mu pod nos kartki papieru.

- Zobacz! - wskazuję na przeglądany wcześniej artykuł. Lambert zaczyna czytać. Delikatnie porusza ustami w takt wydrukowanych słów, a jego stalowoniebieskie oczy łapczywie chwytają każdą literkę.

- I co z tego? Gdzie ta dobra wiadomość? Jakiś facet wynalazł lek. Super, cieszę się niezmiernie.

- Tak właściwie to to wesołe raczej nie jest. Ale ma swoje plusy. - plączę się w zeznaniach. - Zobacz na nazwisko! 

- Christian Lonvel... Nadal nie widzę związku. - chłopak przygląda mi się wyczekująco. 

- To jest mój ojciec. - informuję go. Przy okazji samą siebie też, bo jeszcze nie zdążyło to do mnie dotrzeć.Z każdym dniem odkrywam co to w ogóle znaczy. Jeżeli go poznam, moje życie  nie będzie już takie samo. Z całą pewnością nie.

- Niemożliwe, myślisz, że jest jeden człowiek o takim nazwisku na świecie? - pyta z wątpieniem.

- Jestem praktycznie pewna. On był chemikiem. Teraz powinien mieć akurat 60 lat. Adam, zobacz jak to wszystko pięknie się układa. Ja muszę go zobaczyć. Jutro. - chwytam chłopaka za łokieć. 

- Brian wie? Zresztą chcesz jechać, wedrzeć się do studia nagraniowego i powiedzieć mu, że jest twoim tatą? To nierealne. 

- Chciałam raczej śledzić go w drodze powrotnej do domu. Na pewno gdzieś tam zaparkuje w pobliżu, może go zobaczymy. Wiem, gdzie jest nagrywany ten talk show. Sprawdziłam wszystko. Tylko proszę, pojedź tam ze mną. Potrzebuję pomocy.

- Nie ma opcji! - odwraca spojrzenie. - Ja rozumiem, że masz do niego żal. Ale to może nie być twój ojciec. Co wtedy zrobisz? Przeprosisz za pomyłkę? To nie wchodzi w grę! - tłumaczy mi nerwowo. Macha rękami jakby wokoło niego latała jakaś niewidzialna much, nie dająca mu chwili spokoju.

- Spoko, pojadę sama. - rzucam. W głębi duszy modlę się, żeby to zadziałało. Zaciskam dłonie w pięści, błagając, by dał się namówić. Nie wytrzymam bez niego.

- W życiu! Zaraz powiem May'owi! Nie, nie i jeszcze raz nie! To nie jest normalne! 

- A czy normalne było to, że zostawił mnie i Lucy, jak byłyśmy dziećmi? Czy normalne było to, że nie zainteresował się tym, co się znamy dzieje? Czy normalne jest to, że teraz mówią o nim jak o bohaterze?! - czuję, że zaraz się pokłócimy. Nie chcę do tego dopuścić. - Proszę, Adam. Jeden raz.

- Ale to może nie być on. - kładzie mi dłonie na ramionach. - Dajmy sobie z tym spokój, ok? Mamy za sobą mnóstwo wydarzeń, które jeszcze się nie zasklepiły. Potrzebujemy rozwiązania. On Ci już nie jest potrzebny, zrozum, proszę. Mamy do przegadania stracone noce i dnie. Anthony, naprawdę.

- Wiem, że to jest zbyt impulsywne. Ale nie będę czekać. Pojadę. I mam nadzieję, że Ty zrobisz to samo. A teraz chodź już, musisz pomówić z Bri'm o pewnej sprawie, czyż nie? - dodaję z ironią.



Przepraszam Was za to, że po pierwsze - długo mnie nie było, po drugie - że ten rozdział jest taki krótki. Ogółem ostatnio tracę trochę zapału do pisania tego fan fiction, ale uwierzcie mi na słowo - kolejne rozdziały będę najlepsze ze wszystkich, które tu zamieściłam :) Póki co jest to plątanina dialogów, nie ma prawie opisów - ale obiecuję - następne części będą przynajmniej bardzo dobre :)


9 komentarzy:

  1. Cóż.. Miałaś rację, rozdział taki neutralny. Nie dowiadujemy się w sumie niczego nowego, ale raz na jakiś czas musi być taki rozdział, żeby później akcja zrobiła jedno wielkie BUM! (Aż mi się przypomniało z Harry'ego Potter'a : "Zaraz Krum zrobi BUM!" xD)
    Pozdrawiam, czekam na nexta i życzę weny,
    Iyeiziena (wcześniej jagodziankaaxx)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jak zwykle i tak jestem mile zaskoczona czytając kolejny to rozdział twojego ff :) masz znakomity i profesjonalny styl pisanja, fabuła jak zwykle jest fantastyczna :D ciekawe co wyniknie z tej rozmowy...
    Czekam na więcej! :*
    Oraz dziękuję za komemtarze pod moim ff. Bardzo mnie zmotywowałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super opowiadanie. Jak zawsze. Bardzo mi się podoba. Frapująca fabuła i genialnie opisane :) Oby więcej takich postów !!! Ba jak najwięcej

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmm.. wydaje mi się że ten rozdział jest po to aby potrzymać nas trochę w napięciu. A w następnym pojedziesz z grubej rury :D
    Ciekawe czy zgadłam..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro już się przyznałam do tego, że ten rozdział jest takim tylko ,,przerywnikiem", to uchylę i tu rąbka tajemnicy :) Tak, nastąpią duże zmiany, nie tylko w fabule, ale też stylu :) Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Ty masz lekkie pióro. Umiesz naprawdę fajnie pisać i nigdy z tego nie rezygnuj. Uwielbiam i podziwiam! Super talent!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję za miły komentarz. Co do pytania, tak jestem fajką 30STM :) Przeczytałam kawałek Twojego opowiadania i bardzo mi się to spodobało, chyba zacznę czytać od początku (przewijając trafiłam na zdjęcie Jareda z filmu "Witaj w klubie" <3). Oczywiście obserwuję Twojego bloga :)

    wet-streets.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. No nareszcie, doczekałam się :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Mimo wszystko i tak świetny:) Weny życzę!

    OdpowiedzUsuń