poniedziałek, 28 grudnia 2015

24

Siedzę na wielkiej, miękkiej kanapie przed telewizorem i oglądam film. Po raz któryś ten sam. Zresztą mało mnie interesuje fabuła. Ważne, że wszystko kończy się namiętnym pocałunkiem i wszyscy żyją długo i szczęśliwie. Dłonią wybieram resztki popcornu z metalowej misy i wrzucam go sobie do ust. Sięgam po wielki kubek leżący na krawędzi stolika, po czym biorę spory łyk słodkiego napoju. Chyba odgazowana cola. Odpoczynek przerywa mi Blacky, która nie wiadomo skąd się w ogóle tu wzięła. Chwyta szybko pilot i nim zdążę zaprotestować, wyłącza film. Mierzę ją pełnym wyrzutu spojrzeniem.

-Ejj.. oddaj to. - mówię obrażonym głosem. Alex jakby mnie nie słyszała. Wyrywa mi z dłoni picie i odstawia je na oddalony o kilka metrów regał z książkami. Patrzę na nią osłupiała. - Hej, czemu mi to zabrałaś? Chcę to z powrotem.

-To się rusz. - mówi wyzywająco. Już mam się podnieść, ale zniechęcona opadam na kanapę.

-Zawołam Briana, on mi to poda, jędzo jedna. - odpowiadam z przekąsem.

-Chryste, nie sądziłam że kiedyś to powiem, ale jesteś idiotką. - dziewczyna odgarnia ciemne włosy z czoła i zakłada je za ucho. - Co Ty z sobą robisz? Pół roku spędzone w ten sam sposób. Odkąd poznałaś tego Ethana, tylko to robisz. Oglądasz telewizję, żresz, śpisz. - wylicza na palcach. - I użalasz się nad sobą. ,,Ah, ja nigdy nie znajdę miłości" lub ,,Oh, jakie los był dla mnie podły" - parodiuje mnie. - Kobieto, masz dwadzieścia siedem lat i ogromne możliwości! Możesz studiować gdzie chcesz, bo nasz kochany May da Ci każdą sumę o jaką poprosisz. A Ty nadal mieszkasz z nim w domu, jesteś tylko po liceum...

-Przypominam Ci, że też tu mieszkasz. - warczę. - Po za tym, kogo obchodzi moje wykształcenie? Adam też..

-Przestań zasłaniać się Adamem! - Blacky jest bezlitosna. - On zdążył wygrać idola, rozkręcić w miarę swoją karierę, a Ty? Nic nie robisz! Nic kompletnie!

-To dlatego, że mam problemy. Bo ja sama nie wiem kogo ja kocham... - przyparta do muru staram się jakoś bronić.

-Kurde, naprawdę jesteś taka? Czy Twoje życie obraca się tylko wokoło tych trzech chłopaków, o których paplasz przez ostatni czas? Rozumiesz, że wszyscy mamy tego dosyć?! W koło tylko Lambert, Ethan i Breckin, choć tego ostatniego nie mogę pojąć. Jak on mógł Ci się spodobać?! Twierdzisz, że Twoje uczucia to wielka tajemnica. Szczerze? Już każdy w tym domu wie, jakie masz kłopoty sercowe.

-Ale... - czuję, że powoli tracę argumenty. - Ja naprawdę miałam okropne dzieciństwo. - to zazwyczaj zamykało wszystkim usta. Ale nie menadżerce Sheerana.

-Jesteś dorosła. Nadal nie umiesz się z tym pogodzić? Wskaż mi jednego człowieka, którego życie nie doświadczyło w jakiś sposób. Kogoś mniej, kogoś bardziej. A choćby i ten Twój kolega z sierocińca. On nie jest taki jak Ty.

-Czyli jaki?! - rzucam wpieniona. Zaciskam dłonie w pięści i staram nie patrzeć się dziewczynie w oczy. Czekam na odpowiedź.

-Czyli żałosny. - słyszę chłodne słowa Black. Taka jestem. To oni o mnie myślą. Jestem żałosna.

-Ale Alex... ja sądziłam, że jesteśmy przyjaciółkami. - boi mnie, że ma o mnie takie zdanie.

-A co to ma do tego Anthony? Jesteśmy.

-No bo przecież... przyjaciele nie obrażają swoich przyjaciół.

-Nie chcę żeby Ci było przykro, tylko chcę Cię zmotywować do działania. A nikt inny nie chce Ci czegokolwiek powiedzieć. Zastanów się nad tym spokojnie. - dodaje i zostawia mnie samą.

Jestem wstrząśnięta. Czy rzeczywiście aż tak źle ze mną? Jak oparzona podrywam się z miękkiej sofy i biegnę do mojego pokoju. Staję przed wielkim lustrem wiszącym na jednej ze ścian, po czym przyglądam się sobie krytycznie. No tak, miesiące żywienia się fast foodami dają efekty. Jezu, jestem gruba. Tłusta i żałosna. Nie, nie, nie.... Nie! Ja nie chcę! Łzy cisną mi się do oczu. Wyglądam okropnie. Nie ma mowy, żebym gdziekolwiek się tak pokazała. Unoszę wymięty T-shirt do góry. Mój brzuch... Chryste... Muszę coś z tym zrobić. Od jutra zapisuję się na siłownię. I muszę iść do fryzjera! Chociaż nie... najpierw trzeba schudnąć... Żeby pozbyć się tych emocji łapię gazetę, leżącą na szafce nocnej koło mojego łóżka. Może chociaż na sekundę przestanę rozmyślać o tym, co usłyszałam od Alex. Wiem, ona ma rację. Zaniedbałam się. Tylko narzekam na to, co się dzieje. Nie umiem sobie z tym poradzić. Gazeta jest sprzed kilku dni, ale jej nie czytałam. Na pierwszej stronie coś związanego z polityką, w dziale kulturowym oczywiście wiadomości o Adamie (ah, jakie to okrutne, że on jest  gejem! Jak to możliwe?! Skandal!), poniżej jakieś przepisy. Przewracam kartki. Nauka.

Christian Lonvel, angielski chemik, wynalazł właśnie lek na chorobę dotykającą niemowlęta.

Już mam zamknąć gazetę, gdy coś sobie uświadamiam. Wracam do artykułu, który przed chwilą zaczęłam czytać.

Christian Lonvel, angielski chemik, wynalazł właśnie lek na chorobę dotykającą niemowlęta. 

Znany i szanowany naukowiec z Oxfordu, Christian Lonvel (l.60) właśnie...

Zamieram. Znam to nazwisko. Sama je nosiłam. A mój ojciec miał na imię Christian. Był chemikiem. I  w tym momencie, powinien mieć dokładnie 60 lat. Zaciskam palce na papierze, w nadziei, że dowiem się czegoś więcej. Chłonę każde słowo. Dziennikarz pisze tylko o geniuszu tego faceta, jaki to on cudowny i w ogóle. Na końcu jest mały dopisek.

Dnia 16 lutego nasz narodowy bohater pojawi się w telewizyjnym talk show, w którym opowie nam o tym leku.

Z wściekłością rzucam gazetą w kąt pokoju. Bohater narodowy... Zwykły pijak.




2 komentarze:

  1. Świetne *0* Powiem Ci, że sama jestem czasami taka jak Anthony, ale w stosunku do innych jestem taka jak Alex...Hmm, menadżerka Sheerana... - już ją lubię :D Mam nadzieję, że Anthony obejrzy ten show ze swoim ojcem i opiszesz jej reakcje!

    Pozdrawiam! ;3

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne *-* czekałam na rozdział z Blacky :D

    OdpowiedzUsuń